Uzdrowienie i żałoba - O opłakiwaniu śmierci kogoś, kto nie ma nekrologu

10 lipca 2022

Rok 2015 będzie rokiem, w którym zmieniło się całe moje postrzeganie rzeczywistości. Chwyciłem strzelbę w kształcie butelki po wódce i wycelowałem w zapomnienie w domu przyjaciela.

Tydzień spędziłem w szpitalu, żeby się ożywić.

Początek wieloletniej podróży.

To był jeden z wielu kamieni na dnie mojej drogi do zdrowia. To był straszny rok, a także punkt zwrotny w mojej wieloletniej podróży. Jednak spośród wielu dobrodziejstw, jakie przyniósł mi powrót do zdrowia, największym było to, że przestałem gonić za martwą osobą.

Aby wyjść z uzależnienia, musiałem przeprowadzić się na drugi koniec kraju. Nie tylko uzależnienia od alkoholu, ale także od ojca. Zachowywałam się jak w pełnym szaleństwie, próbując sprawić, by mężczyzna podporządkował się temu, czego od niego chciałam i oczekiwałam. I tak było już od lat. Oczekiwałem, że w wieku 25 lat nadal będzie dla mnie takim samym ojcem, jakim był dla mnie, gdy miałem 12 czy nawet 22 lata. Oczekiwałem, że skoro ja poświęciłem wiele rodzinnych więzi dla wsparcia naszego związku, on poświęci dla mnie wszystko. Oczekiwałem idealnego, doskonałego ojca, który pójdzie na krańce ziemi i przejdzie ze mną przez ogień. Takim był przez prawie całe moje życie, i tego właśnie przez prawie 20 lat się spodziewałem.

Jednak ludzie się zmieniają, a ja bardzo źle znosiłam akceptowanie nie tylko rzeczy, których nie mogłam zmienić, ale także tych, których nie mogłam zmienić. Moje symptomy objawiały się w drastyczny sposób, a jedną z wielu rzeczy, które zdumiewały mnie i mojego sponsora w pierwszych miesiącach trzeźwości, był huragan emocji, przez który przechodziłem. Nie był to tylko oczekiwany powrót emocji, które nie towarzyszą już regularnemu wyrzucaniu dopaminy z wiadra w moim mózgu, ale mieszanka depresji, gniewu i desperacji, która zaowocowała telefonami w stylu targowania się z mężczyzną na drugim końcu kraju.

Moje pięć etapów.

Przechodziłem przez zupełnie inny zestaw emocji - zestaw pięciu etapów, które specjaliści od zdrowia psychicznego określili jako etapy żałoby:

Zaprzeczenie.

Moja sponsorka miała ze mną na pieńku. Do końca życia nie mogła zrozumieć, dlaczego wciąż biję głową w mur, który nie ustępuje. A co gorsza, doprowadzało mnie do samobójczych ataków dezorientacji. Próbowałem skontaktować się z ojcem i znaleźć sposób, aby pozwolił mi wrócić do domu. Nowa szkoła, nowy plan działania, nowy sposób na to, aby on, mój przybrany rodzic i ja sam - może tym razem - rzeczywiście poszliśmy na terapię. Myślałam, że po siedemsetnym "nie" może odpowiedź się zmieni.

Gniew

Ludzie, z którymi mieszkałem, martwili się o stan maniakalny mojej głowy. Było mi względnie dobrze i byłem szczęśliwy, a potem przychodziła rzeczywistość. Wracałam z biegu i mogłam na wpół przetworzyć niektóre z absolutów, które stały się moim życiem - i nagle żadna ilość czasu spędzonego na bieżni nie mogła uspokoić gorącej, ognistej nienawiści, która wypływała każdym porem. Nienawidziłam mężczyzn. Nienawidziłam Boga. Nienawidziłem tego, że ty masz pojęcie o Bogu. Nienawidziłem nauki. Nauka zniszczyła mi mózg. Nienawidziłem cię, nienawidziłem twojej rodziny, nienawidziłem cię bardziej, bo miałeś rodzinę. Nienawidziłem tego, że miałeś rodziców, nienawidziłem tego, że znałeś miłość i nienawidziłem tego, że nie miałeś rozbitego na drobne kawałki całego swojego wyobrażenia o spójności.

Negocjacje

Potem dzwoniłam po całym kraju i na milion sposobów próbowałam wytłumaczyć swoją rację. Mój umysł mówił: "On wróci, jeśli powiesz to w ten sposób", przypominał mi: "Był przy tobie, kiedy to zrobiłeś, więc jeśli zrobisz to ponownie, osiągniesz podobny rezultat". Starałem się zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby wyciągnąć go z tego świata i przenieść z powrotem do mojej rzeczywistości. Tato, byłeś tam PRAWIE, pamiętam, że cię dotykałem, dlaczego nie mogłeś mnie usłyszeć?

Depresja

A mój ojciec po prostu wypluwał z siebie to, z czym nie mogłem sobie poradzić, słysząc. To była moja wina. Nie zmieniłem się. Nigdy nie dorosnę. Jedyne, czego się nauczyłem, to jak nie pić. Znajdź mężczyznę, który się tobą zaopiekuje.

Akceptacja.

Trwało to dziewięć miesięcy, zanim wreszcie mogłam pójść do sponsora i mieć choć pół pojęcia o tym, co się dzieje w mojej głowie. Przeszłam przez wszystkie etapy żałoby po kimś, kto nie był fizycznie martwy. Ale on był martwy. I tu właśnie jest ostatni i ostateczny odcinek drogi do domu.

Akceptacja tego, co jest.

Człowiek, którego znałem przez te 20 lat, nie żył, i musiałem się z tym pogodzić. Nie mnie oceniać zdrowie i uczciwość nowej osoby, która tam jest, ale ja kopałem, krzyczałem i zadawałem ciosy bojowe w twardy jak skała kamień nagrobny, myśląc, że mogę zmienić rzeczywistość. Żałuję, że nie miałem tej wiedzy kilka miesięcy temu, bo mogłaby ona oszczędzić mnie i mojemu biednemu sponsorowi wielu cierpień związanych z tym, co robiłem. Byłem nieszczęśliwy w swoim otoczeniu. Czułem tak ogromne, falujące i pochłaniające emocje, że to cud, że nie nawróciłem. Teraz mogę racjonalnie zrozumieć, dlaczego te emocje miały taką samą intensywność, jaką odczuwa się, kiedy ktoś naprawdę umiera, ale wtedy, ponieważ nie miał zwłok, nie miał nekrologu, nie miało sensu, dlaczego odczuwałem tak silne rzeczy.

Na szczęście tą perspektywą mogę się teraz dzielić z innymi osobami w procesie zdrowienia. Łatwo jest przypisać mieszankę dzikich uczuć temu, że "twoje substancje chemiczne w mózgu są w rozsypce i na tym właśnie polega wczesna trzeźwość". To jednak tylko część przyrodnicza odwyku. Uzależnienie w 9 na 10 przypadków (a nawet 10 na 10) jest wynikiem działania zarówno czynników genetycznych, jak i środowiskowych, to połączenie natury i wychowania. Jeśli więc te dwa czynniki razem doprowadziły do uzależnienia, to będą one także częścią procesu zdrowienia.

Prawdopodobnie we wczesnej trzeźwości będziesz musiał pogrążyć się w żałobie. Jedną z najtrudniejszych rzeczy do opłakania są ludzie, których straciłeś, a którzy nadal żyją. Mogą to być toksyczni członkowie rodziny albo przyjaciele, którzy zeszli na inną ścieżkę niż ta, którą teraz podążasz. Świadomość, że przeżywasz żałobę, powinna jednak dać ci odrobinę nadziei na to, że będzie lepiej, a być może także wgląd w to, jak podążać za cyklem, zamiast się z nim zmagać. Żałoba po życiu, które się traci, jest trudna, ale to krok we właściwym kierunku, jeśli chodzi o nowe życie, które chce się odzyskać dla siebie.